Całe nasze życie obraca się wokół fotografii. Choć na zdjęciach uwieczniamy przeszłość, to każde z nich zaczyna funkcjonować niezależnie od rzeczywistości. Niewątpliwie przedstawia zamrożoną w czasie chwilę, ale bez dźwięków i w dwóch wymiarach jest jak zapach wspomnienia. Dlatego dobre zdjęcie wymaga od twórcy umiejętności przekazania wrażenia znajdowania się w określonym miejscu i czasie.
„Moim zdaniem” — mówi Bertrand Bernager — „sukces w dużej mierze zależy tu od tekstury. Używam jej tak, aby odbiorca mógł sobie wyobrazić, że wyciąga rękę i dotyka przedstawionej sceny”.
Jak wyjaśnia, niedawna podróż do Islandii była idealną okazją, aby sprawdzić tę teorię w praktyce. „Byłem świeżo po studiach fotograficznych” — opowiada Bertrand — „a w Paryżu zajmowałem się głównie fotografią uliczną i zdjęciami architektury. Zawsze kusi mnie jednak, żeby spróbować czegoś nowego, a miałem pomysł na projekt krajobrazowy. I tak oto, dość nieoczekiwanie, wylądowałem w samym środku islandzkiej zimy. Znalazłem się zdecydowanie poza swoją strefą komfortu, ale w końcu w pracy fotografa najbardziej lubię właśnie nieograniczone możliwości podróżowania i wykazania się odwagą!”.
„Było 20 stopni poniżej zera, a znad Atlantyku nadciągały kolejne śnieżyce. W połączeniu z surowym otoczeniem wulkanicznych skał było to niemal obezwładniające” — snuje opowieść Bertrand. Przyniosło jednak oczekiwany efekt.
„Islandzki krajobraz przypomina obcą planetę” — mówi. „Jest niegościnny, dziwny i z początku trudno się w nim odnaleźć. Do tego między czernią skał a bielą śniegu i lodu niemal brak pośrednich odcieni”.
Bertrand wiedział, że aby zacząć funkcjonować w tym chaosie nowych bodźców i możliwości, potrzebuje jakiegoś porządku, więc odwołał się do sprawdzonej praktyki. „Fotograf potrzebuje punktu zaczepienia. W przeciwnym razie rzeczywistość porwie go, a zdjęcia będą przypadkowe” — mówi. Rozglądając się w poszukiwaniu granic, zdecydował, że skupi się na samej surowej istocie przebywania na Islandii.
Chciał także oddać rzeczywistą tekturę: — „Zdjąłem rękawicę i zacząłem dotykać śniegu i lodu. Jeśli się nad tym zastanowić, nie sposób opisać smaku czegoś, czego nie wzięło się do ust. Jak więc oddać wrażenia, których się samemu nie doświadczyło?”
Fotografując największy lodowiec Islandii, Vatnajökull, Bertrand tchnął życie w widoki lodowych jaskiń. Pomogła mu w tym staranna technika fotografowania i zręczne operowanie światłem, dzięki którym mógł również oddać fakturę powierzchni. „Światło i jego kolor mają decydujący wpływ na teksturę” — wyjaśnia — „a ponieważ zdjęcia jaskiń robiliśmy przy błękitnym niebie, lód nabrał koloru morskiej głębiny. Podobnie jest z kątem padania promieni: im jest on ostrzejszy, tym więcej szczegółów wydobywa”.
„Te jaskinie są niepowtarzalne” — mówi dalej. „Mają charakter sezonowy, pojawiają się i znikają. Tak to już jest z lodem. Miałem mnóstwo szczęścia, że je zobaczyłem”. Aby ukazać jak najwięcej tekstury lodu w zbliżeniu, Bertrand użył jednego ze swoich aparatów Alpha 1 z obiektywem FE 12-24mm f/2.8 GM, ustawiając ostrość ręcznie w maksymalnym zbliżeniu i fotografując z otwartą przysłoną przy ogniskowej 12 mm. „Obiektyw dotykał lodu, co pozwoliło pokazać uwięziony w nim piasek i pęcherzyki powietrza. Tak duże zbliżenie pozwala poczuć się prawie jak pod wodą” — opowiada.
Istotna była tutaj decyzja, aby robić zdjęcia z otwartą przysłoną i uzyskać małą głębię ostrości. Wierna Alpha 1 uporała się z tym zadaniem bez trudu. „Duży otwór jest lepszy od przymkniętej przysłony” — mówi Bertrand — „ponieważ pozwala uchwycić kontrast między tym co ostre, a tym co rozmyte, wydobywając przy tym naturalne tekstury. Obrazy stają się bardziej wyraziste i trójwymiarowe”.
Ta forma ukazania kontrastu znalazła również zastosowanie na zdjęciach „Diamentowej Plaży” — Breiðamerkursandur. Czarny piasek jest tam usiany bryłkami lodu, które mienią się w promieniach słońca. „Także tutaj elementem przyciągającym wzrok do ostrych kształtów jest kontrast” — mówi Bertrand — „ale tym razem użyłem długich czasów naświetlania, aby uzyskać rozmycie fal i wrażenie ruchu piasku. Migawka była ustawiona na około 10 sekund”.
„Na dobrą sprawę” — mówi dalej — „był to jedyny raz podczas całej podróży, kiedy sięgnąłem po statyw. Pięcioosiowa stabilizacja obrazu w aparacie Alpha 1 jest tak dobra, że dodatkowe podparcie przydaje się tylko przy długiej ekspozycji i fotografowaniu nocą”.
„Aparatu Sony Alpha 1 używam już od ponad roku” — opowiada — „i moim zdaniem jest to doskonałe narzędzie dla zawodowców, bo funkcje są dobrane perfekcyjnie. 50-megapikselowy przetwornik i zakres dynamiczny dają znakomitą jakość obrazu. Aparat jest odporny jak czołg, ma wręcz niesamowity autofokus i świetnie pracuje w słabym świetle. Korzystałem z niego przy 20-stopniowym mrozie w wichurze i śniegu i ani razu się nie wyłączył”.
„Konstrukcja modelu Alpha 1 budzi zaufanie” — mówi na koniec Bertrand — „a fakt, że można fotografować nim wszystko, czyni z niego wręcz idealne narzędzie do eksperymentowania. Krajobrazy były dla mnie tak samo nowe, jak sama Islandia, i mam nadzieję powrócić tam latem po nowe doznania, bo to będzie zupełnie inne miejsce do poznania i dotknięcia. Będę szczęśliwy, mając wtedy ze sobą aparat Alpha 1”.
„Poprzez fotografię staram się śledzić światło, sublimować ruch, uchwycić chwilę”.