Biegnące na północ od Flamborough Head w kierunku Filey wybrzeże wokół Bempton Cliffs należy do najbardziej spektakularnych w Wielkiej Brytanii. Jest również domem dla rosnących kolonii ptaków morskich. Jednak przy stromych, kredowych klifach, wznoszących się w niektórych miejscach na ponad 100 metrów, połączenie północnego wiatru i zawrotów głowy sprawia, że nie jest łatwo utrzymać aparat na tyle nieruchomo, aby je fotografować.
Drew Webb, ekspert w zakresie fotografii dzikiej przyrody, wie wszystko o zmaganiach z drganiami aparatu. Odwiedza te klify od wielu lat, podobnie jak inne dzikie miejsca w Wielkiej Brytanii, fotografując ich mieszkańców i zachowując przy tym piękną wyrazistość zdjęć. Jednak dla Drew drgania wynikają nie wynikają tylko z warunków środowiskowych i doświadcza ich w większym zakresie, niż większość ludzi trzymających długi obiektywy. „Cierpię na schorzenie określane jako łagodne drżenie samoistne, które zdiagnozowano i mnie, gdy miałem 10 lat”, zaczyna. „Powoduje ono mimowolne drżenie dłoni i ramion, co oczywiście sprawia, że trudno jest utrzymać aparat na tyle nieruchomo, aby uzyskać ostre zdjęcia”. Zainteresowanie Drew fotografią i dziką przyrodą rozpoczęło się podczas podróży do Szkocji, gdzie zobaczył rybołowy i zrobił zdjęcia z okna samochodu za pomocą starego aparatu Kodak Retinette swojego dziadka. Potrzeba było jednak trochę czasu, aby to ziarno wykiełkowało. „Jak można sobie wyobrazić, nie jest to idealny aparat do robienia zdjęć odległych ptaków drapieżnych i choć uwielbiałem z niego korzystać, nigdy nie sądziłem, że fotografia może stać się moim zawodem. Podszedłem do GCSE, poszło mi fatalnie, opuściłem szkołę i nie wiedziałem co dalej robić”.
„Zrobiłem sobie rok przerwy, a następnie zrobiłem kurs medialny i kwalifikacje BTEC, a następnie dyplom z fotografii. Właśnie wtedy po raz pierwszy zauważyłem, w jaki sposób łagodne drżenie samoistne wpływa na moje zdjęcia. Robiliśmy ćwiczenie, aby zobaczyć, jak długi czas naświetlania jesteśmy w stanie utrzymać z ręki, a przy obiektywie 50 mm udało mi się zejść do 1/125 sekundy. Byłem z tego dumny, jednak następnego dnia zauważyłem, że inni osiągnęli 1/50 sekundy lub jeszcze lepsze wyniki”. To ćwiczenie pokazuje „zasadę odwrotności”, proste równanie, które mówi, że w celu uniknięcia rozmycia poruszających się obiektów na zdęciu, czas otwarcia migawki musi być przynamniej odwrotnością używanej ogniskowej. Na przykład przy fotografowaniu obiektywem 50 mm, minimalny czas otwarcia migawki powinien wynosić 1/50 sekundy. Później, podczas pracy w sklepie fotograficznym, ktoś zauważył jego drżenie. „Pakowałem pudełko dla klienta, który okazał się lekarzem i zapytał mnie, jak długo jestem na odwyku! Myślał, że drżenie to objawy odstawienia alkoholu lub narkotyków i wtedy po raz pierwszy, jako dorosły zrozumiałem, że inni ludzie mogą to widzieć”. Wraz ze świadomością, że wiele jego zdjęć wykonywanych teleobiektywem wychodziło poruszonych, był to początek akceptacji schorzenia przez Drew.
„Chodzi o to”, kontynuuje, „że do tego momentu, pomimo dowodów, przekonywałem sam siebie, że drżenie nie istnieje lub po prostu uikałęm sytuacji, w których pojawiał się problem. W związku z tym postanowiłem, że nie będę pracował przy długich ognikowych i zamiast tego pozostanę przy bezpieczniejszych wartociach, takich jak 35 mm oraz 50 mm”. Ednak w czasie lockdownu na nowo odkrył swoje zainteresowanie dziką przyrodą, a wraz z nim determinację, która nie pozwalała drżeniu go ograniczać. „Kiedy pozwolono nam na spacery, zabierałem mój obiektyw 70–200 mm nad lokalny staw z kaczkami i robiłem co tylko mogłem, jednak jak każdy fotograf dzikiej przyrody wie, zawsze chce się mieć jeszcze większą ogniskową, dlatego od tego momentu zacząłem robić wszystko co tylko możliwe, aby stworzyć lepsze zdjęcia przy dłuższych ogniskowych”. W praktyce, bardziej stabilne zdjęcia dla Drew oznaczając zazwyczaj pracę ze statywem, jak również wykorzystywanie drzew, okien czatowni, woreczków z grochem lub nawet samej zieli jako stabilnego podłoża. „Jest mnóstwo sposobów, które wykorzystuję, na przykład leżąc jak snajper”, śmieje się, „polecił mi to znajomy żołnierz armii Stanów Zjednoczonych, ponieważ jest to usztywniona pozycja, która zapewnia dużą stabilność. Mogę ograniczyć drżenie, jednak nie jestem w stanie całkowicie go wyeliminować. Szczególnie widać to podczas filmowania”.
Oczywiście sprzęt marki Sony należący do Drew również może pomóc na wiele sposobów, m.in. poprzez stabilizator obrazu Steady Shot w obiektywach oraz matrycowe systemy Steady Shot Inside w obudowach aparatów. „Z powodu mojego schorzenia nie mogę używać urządzeń, które nie posiadają stabilizacji obrazów (IS)”, mówi. „Szukałem marek, które charakteryzują się dobrymi funkcjami IS i to rozwiązania Sony przekonały mnie, aby wybrać system Alpha”. „Pracuję na różne sposoby, w zależności od tego co i jak fotografuję”, kontynuuje. „Na przykład, używanie trybu Active Steady Shot Inside wraz z optycznymi stabilizatorami wybranych obiektywów może powodować zabawne «drganie», zwłaszcza po umieszczeniu urządzenia na statywie, jakby oba systemy e sobą walczyły. W takich sytuacjach, wyłączam więc jeden z nich. Jeśli jednak robię zdjęcia z ręki, wszystko jest włączone!” IS może również pomagać w kompozycji, ponieważ zapewnia bardziej stabilny widok podczas kadrowania, podczas gdy doskonała jakość obrazu z aparatu przy wyższych ISO oznacza, że Drew może używać takich czasów otwarcia migawki, jakich potrzebuje. „Obecnie używam Alpha 7 V, a funkcja Bird Tracking AF oznacza, że rzadko muszę dotykać obiektywu, co jest o tyle istotne, że przy drżeniu oznaczałoby to uderzanie go małym młotkiem! Rozdzielczość na poziomie 30 MP jest dla mnie idealna. Większe piksele naturalnie pokazują mniej mikrorozmycia niż w przypadku matrycy o wyższwej rozdzielczości, a ponieważ fotografuję seriami żeby zwiększyć szansę na ostre ujęcie, upraszcza to również dalszą pracę”.
Korzystanie z zoomów również pomaga Drew, pozwalając najpierw kadrować szerzej, aby zlokalizować obiekt, a następnie przybliżać w celu wypełniania kadru. Z tego powodu uwielbia obiektyw FE 200-600mm f/5.6-6.3 G OSS, lecz powodu swojego pragnienia osiągania coraz lepszych wnyków, na ostatnią podróż do Bempton wybrał inne obiektywy. „Mogę powiedzieć, że 400 mm to poziom, przy którym czuję się komfortowo i mogę robić zdjęcia bez poruszeń, jednak ponieważ zawsze staram się poprawiać wyniki mojej pracy, zabrałem ze sobą FE 400-800mm f/6.3-8 G OSS oraz FE 600mm f/4 GM OSS, czyli wymarzone dla mnie obiektywy, przy których musiałem podnieść swoje umiejętności, aby w pełni je wykorzystać”. Wytrwałość Drew w radzeniu sobie z drżeniem doprowadziła również do zmiany jego podejścia do wspierania innych fotografów. „Moje doświadczenie nauczyło mnie, że prosta przyjemność fotografowania z przyjaciółmi lub poszukiwania szczególnego momentu na łonie natury jest dużo ważniejsza, niż techniczna strona procesu”, kończy.
„Poprzez moje zdjęcia i filmy chcę pokazać, że fotografia może być naprawdę dostępna i rzeczywiście podnosić na duchu różnych ludzi. Chcę pokazać, co jest wspaniałe w tym doświadczeniu, niezależnie od tego, czy uda się zrobić upragnione zdjęcie, czy też nie! Niektóre z najlepszych podróży, jakie odbyłem, były dla mnie prawdziwym zmaganiem. Chciałbym móc przekazać część tych rzeczy osiemnastoletniemu sobie. Wtedy życie wydawało się mgliste i niepewne, ale było o spowodowane tym, że mierzyłem się z ograniczeniami, zamiast uczyć się, jak odnosić sukces mimo nich’.